Gdzie się gazety nie otworzy, w internet nie zajrzy, to wychodzi, że wiosną trzeba się odchudzać . Węgierskie media bynajmniej się pod tym względem nie różnią od polskich, a skala absurdalnych porad też jest porównywalna.
Ja też nie jestem ideałem, na zimę zawsze tyję, potem jakoś to gubię, póki podobam się facetom, to innych kryteriów nie mam. Ale wiem, że na każdą przychodzi kryzys, gdy trzeba włożyć letnią sukienkę. I teraz będzie do rzeczy: wiem, że są tysiące diet. Sama nigdy żadnej nie stosowałam (ja potrafię nie jeść przez trzy tygodnie, jak się zakocham, więc to żaden odnośnik do rzeczywistości). Z zawodu jestem dziennikarką. I raz w Warszawie byłam na obłędnej konferencji prasowej.

Rozbujałe zieloności każą myśleć o zrzucaniu odzienia.
Konferencja dotyczyła leków homeopatycznych we wszelkich dolegliwościach dziecięcych. Prelegentem był młody pan doktor. Bynajmniej nie nawiedzony. Że ziółka, czosnek, a dziecinka, choć zionąć nam będzie, ducha nie wyzionie. Nic z tych rzeczy. Raczej w ten deseń, jak współczesną medycynę wspomóc (czasem zastąpić) innymi środkami. Słowem: że przeginka w żadną stronę nie jest wskazana.

Kwitną rajskie jabłuszka, ja też nie chcę być gruszka!
Na koniec konferencji, jak to bywa na końcach konferencji, był czas na pytania. Na sali w 99% znajdowały się panie dziennikarki, średnia wieku w pismach kobiecych, że już o tej tematyce nie wspominając, to mocno +40 lat. Wiem, zaraz się wszyscy oburzą, ale taka jest prawda – młode dziewczyny, jak przychodzą do tego zawodu, to chcą pisać o kremach i modzie, a nie o syropach na kaszel. Ja nie widzę w tym nic złego.
I się te damy rzuciły na pana doktora, bynajmniej nie tak do końca ciekawe, jak ratować zakatarzone dzieciątka, ale z natarczywym pytaniem: „Czy pan doktor tak zupełnie przypadkiem jakiejś dobrej diety polecić by nie mógł?!” . A to wiosna była właśnie…
Pan doktor się wzbraniał, ale przyparty do muru, westchnął głęboko i wygłosił prostą litanię, którą zaraz się podzielę. Powiem tylko tyle, że sama nigdy tego nie stosowałam, bo dla mnie za nudno i nie miałam nigdy aż takiej potrzeby (choć myślę, że łatwo tę bazę jakoś sobie urozmaicić). Dieta dostarcza nie więcej niż 1000 kalorii dziennie, czyli tyle co 500 TicTaców. Pan doktor był ogromnym przeciwnikiem diet, zwłaszcza takich mało urozmaiconych, bo jego zdaniem one nie dostarczają organizmowi tego wszystkiego, czego potrzebuje on na co dzień. Owszem, może chudniemy, ale to zawsze jest cos za coś. I organizm zawsze będzie dążył, żeby sobie te straty jakoś powetować.
Ale w tym przypadku powiedział, że jest to dieta, którą w zasadzie można stosować bez ograniczenia czasowego. Nie jest idealna, ale z punktu widzenia medycznego bliska ideałowi:
- należy jeść 3 razy dziennie
- 3 razy dziennie po 2 pomidory (bo pomidory mają najwięcej witamin i mikroelementów ze wszystkich warzyw)
- 3 razy dziennie po pół jajka ugotowanego na twardo (bo jajka mają w sobie niemal całą Tablicę Mendelejewa)
- 1 raz dziennie pierś z kurczaka (wszystko jedno, czy smażoną, czy gotowaną – jak kto lubi) – można ją jeść rano (jak ktoś lubi obfite śniadania), a można ją jeść na wieczór (jak ktoś lubi iść spać najedzony)

O winie się pan doktor nie zająknął, ale nie wyglądał na takiego, co by człowiekowi zacnego trunku żałował.
Czyli 3 razy dziennie zjadamy po 2 pomidory i pół jajka, a do posiłku tego o dowolnej porze dołączamy sobie mięso. Pierś z kurczaka można zastąpić rybą, na zdjęciu akurat znalazła się pieczeń, podejrzewam, że nawet schabowy bez panierki by przeszedł. Pewnie można też do tego zjeść sporo sałaty – bez szkody dla organizmu i galopujących kalorii.
Choć miałam uroczego przyjaciela, który mawiał: – Kasia, czy ktoś kiedyś widział kalorie?!