Udało mi się zwiać z Polski przed mrozami. Czyli doświadczyłam w Otwocku -12 st. C, a nie -26 st. C. Nie wspominając już o tym, że potem w nocy spadało do -35 st. C. Ten najstraszniejszy atak zimy przeżyłam więc w Siófok. Wyglądał on tak, że w dzień było -10 st. C, a w nocy dochodziło do -18 st. C. Balaton zamarzł i przestał kursować prom samochodowy na drugi brzeg. A Węgrzy każdą rozmowę zaczynali od tego, że jest potwornie zimno i generalnie: katastrofa! W dodatku spadło ze 20 cm śniegu, co już zakrawało na stan klęski żywiołowej.

Nagle za oknem robi się bajkowo, a dla Węgrów to koniec świata.

W najdalszym planie poprzez śnieżycę przebija się mgliście wieża ciśnień.
Oni się tutaj już trochę przyzwyczaili, że te ich lamenty traktuję z politowaniem, ale i tak te polskie -35 st. C robiło odpowiednie wrażenie. Cóż, tu wyjście w mini przy -3 st. C robi odpowiednie wrażenie, a ja lubię robić wrażenie, zwłaszcza odpowiednie, więc dochodzę do wniosku, że warto było się hartować w polskich zimach całą młodość, by teraz żywiołowo rozgrzewać Węgrów podczas klęsk.

To zasypany skład na bocznicy, ale pociągi cudem jeżdżą. Za to kierowcy uważają, że w takich warunkach nie da się wsiąść za kółko.
Pogoda pogodą, praca pracą, ale karnawał jest od tego, by oddawać się w wolnych chwilach upojnym rozrywkom. Byliśmy zgraną ekipą na kręglach. Od niedawna jest w Siófok bardzo nowoczesne Teke & Bowling Center. Bowling to kręgle, jakie znamy z Polski. A teke to węgierska odmiana kręgli. Nieco mniejsze są kule (jeśli te do kręgli przyrównamy do arbuza, to te do teke są wielkości melona) i nie mają dziurek na palce. Inny jest też rodzaj nawierzchni toru – bardziej laminat niż parkiet. A same kręgle zdają się być lżejsze i w sumie trudniej je strącić, bo przewrócenie jednej czy dwóch – nawet ze środka zgrupowania – wcale nie powoduje, że kładą się pozostałe. W dodatku przeklęta kula rzucona choćby najbardziej perfekcyjnie w sam środek, co to normalnie człowiek otrzepuje ręce i triumfalnie sięga po łyk piwa, potrafi w ostatnim momencie skręcić totalnie w bok i z gracją ominąć całe towarzystwo z boku, nie wpadając przy tym do rynienki (sic!). Ale i chyba przez to zabawa jest większa – przynajmniej mi się bardzo podobało (choć przegrywałam w wielkim stylu).

Tor do kręgli w odmianie węgierskiej. Jest ich 4, w głębi po prawej widać (wiem, nic nie widać) 2 tory do kręgli bardziej nam znanych.

Na kręgielnię nie można rzecz jasna wejść w butach, w których się przyszło...

...ale można liczyć na gustowne obuwie na miejscu...

...w różnych kolorach i rozmiarach.
Poza tym tradycyjnie już zaliczałam świniobicie. W zasadzie tydzień w tydzień, bo w końcu jest karnawał. Aura sprzyjała, bo dzięki temu, że spadł śnieg można było urządzić kulig po okolicy. I jak zawsze: goście się rozgrzewali i bawili, a świnkę ćwiartowano i przerabiano na pyszności. Pierwszy raz jadłam węgierskie zimne nóżki – w sumie jak nasze, ale mocno doprawione czosnkiem i posypane… słodką papryką. Pycha!

Temperatura może nie sprzyja pracującym, ale sprzyja procesowi przetwarzania - robota jak w chłodni.

Z niego to raczej kotletów nie będzie.

Towarzystwo rozgrzewa się od wewnątrz palinką, a od zewnątrz koksownikiem.
I na koniec absolutna rewelacja tego karnawału: dostałam w prezencie helikopter! Już chyba wszyscy wiedzą, jak mi zrobić przyjemność (znaczy się na inne sposoby też można…). I że jestem techniczną dziewczynką i jak małe dziecko lubię techniczne zabawki. Helikopter jest cudowny, w polskich barwach, sterowany na podczerwień, ma zasięg do 50 m, ale z powodzeniem można nim latać także po mieszkaniu. Ćwiczę pilnie (bo prosto nim sterować wcale nie jest), by na wiosnę wylecieć pod niebiosa. Czego sobie i Państwu w ostatki życzę!

Maszyna marzeń! Jest po prostu prze-pięk-ny!!!